Cała prawda o… rowerowej ZZZ

Od czasu do czasu zastępowi wraz z drużynowym spotykają się na ZZZ, czyli zbiórce zastępu zastępowych. Niedawno miała właśnie miejsce połączona ZZZ 1. i 3. Drużyny, której głównym celem było zapoznanie się z terenem naszego letniego obozu na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. ZZZ tym razem była w wersji… rowerowej, a o jej przebiegu dowiecie się z relacji zastępowego Mateusza z 1. Drużyny.

12 maj 2017.

To data, którą pewnie zapamięta każdy uczestnik naszego rowerowego wypadu na Jurę. Już na samym początku naszej wyprawy spotkaliśmy wiele przeciwności losu. Okazało się, że przedostanie się na peron z rowerami stanowi nie lada wyzwanie. Byliśmy pewni, że nie zdążymy na pociąg – dotarliśmy do niego w ostatniej chwili. Kiedy wsiedliśmy do pociągu, odetchnęliśmy z ulgą. Nasze zadowolenie nie trwało długo, bo okazało się, że Tomek nie wsiadł na czas i został na peronie. Postanowiliśmy poczekać na niego na stacji docelowej, czyli w Łazach. Niestety okazało się, że do następnego pociągu też nie udało mu się wsiąść, więc postanowiliśmy udać się na rowerach w nasze miejsce docelowe bez niego (potem oczywiście ktoś po niego wrócił). Droga była krótka, ale już po pierwszym kilometrze wiedzieliśmy, że zajmie nam bardzo dużo czasu. Ścieżka przez las była trudna i ciągle musieliśmy sprawdzać, czy nie zabłądziliśmy. Było już po północy, kiedy wszyscy razem usiedliśmy przy ognisku do wspólnej kolacji. Mimo wielu trudów tamtego dnia prawie wszyscy byli zadowoleni (najbardziej z tego, że w końcu można iść spać do naszych namiotów). Wyjątkiem był Staszek, którego bardzo rozczarował fakt, że nie będzie wart i nie wstaniemy o 7 rano (na całe szczęście ).

13 maj 2017.

Ten dzień miał być jeszcze trudniejszy niż poprzedni, więc musieliśmy się do niego dobrze przygotować. Wstanie o 9 i zjedzenie wszystkich zapasów może nie było najmądrzejsze, ale na pewno podbudowało nasze morale, więc można uznać, że wyszło na dobre. Po śniadaniu ruszyliśmy na obchód miejsca naszego obozu letniego. Trzeba przyznać, że teren prezentuje się naprawdę wspaniale . Spędziliśmy tam miłe chwile podczas planowania obozowiska, ale musieliśmy w końcu przerwać, bo w planach był dojazd do Krakowa. Około godziny 11 udało nam się wreszcie wyruszyć w dalsza drogę. Mimo że pogoda nie była tak dobra jak poprzedniego dnia, to jechało się przyjemnie aż do czasu kiedy… natknęliśmy się na góry i piasek, czyli charakterystyczne elementy Krakowskiej Jury. Mimo wielu trudów i konieczności zmienienia trasy, udało nam się dotrzeć do miasta, w którym mieliśmy nadzieje znaleźć nocleg. Trafiliśmy na świetnego proboszcza, który z radością udzielił nam pomocy.  Tę noc spędziliśmy pod dachem.

14 maj 2017.

Był to ostatni dzień naszej podróży i jak w poprzednich dniach, czekały nas kolejne wyzwania. Tym razem mieliśmy dojechać do Krakowa, na mszę w kościele na Skałce o 10.00. Droga nie była szczególnie długa, ale i tak musieliśmy wstać bardzo wcześnie i włożyć wszystkie siły, żeby dotrzeć na czas. Od razu po mszy mieliśmy wyjechać pociągiem do Katowic. Niestety, tym razem nie mieliśmy tyle szczęścia co poprzednio i nie zdążyliśmy.  Spóźnienie miało swoje plusy – udało nam się zjeść wyśmienitą pizzę. Do następnego pociągu było sporo czasu, więc pozwiedzaliśmy Kraków. W końcu wsiedliśmy do pociągu, gdzie czekała nas kolejna niespodzianka –  brak miejsca na rowery. Na szczęście poradziliśmy sobie, mimo że pani konduktor nie była zbyt zadowolona. Po prawie czterogodzinnej jeździe wróciliśmy do naszych domów. Byliśmy całkowicie wykończeni, ale i zadowoleni z udanej wyprawy. Jestem przekonany, że za parę lat każdy będzie ciepło i z radością wspominał nasz rowerowy wypad.

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć z wyprawy autorstwa zastępowego Łukasza.

O autorze: 3. Drużyna